Bardzo krótkie podsumowanie 2016 roku

 

Rowerowa jazda w 2016 roku zakończyła się na nieco powyżej 5100km. Jeździłem niby od początku roku w każdym miesiącu ale to jednak nie jest to. Wolę przezimować jak niedźwiedź 🙂 Chociaż jak wszystko jazda zimowa ma swoje plusy i minusy.

Plusy:

  • utrzymanie kondycji by nie spadła zbyt mocno,
  • cięższa jazda (śnieg, lód, opór ubrań) sprawia, że ćwiczymy według mnie ok 4 razy ciężej niż w lato – chociaż to i do minusów można zaliczyć 😉
  • niesamowite widoki krajobrazów pokrytych śniegiem.

Minusy:

  • marzną szybko stopy, inne części ciała również ale nie w takim stopniu jak stopy,
  • bardzo szybka degradacja sprzętu (rdza na napędzie i innych elementach podatnych),
  • dużo więcej czasu trzeba poświęcić na czyszczenie (praktycznie po każdej jeździe czyszczenie i konserwacja, ale to i tak nie uchroni od działania soli, mógłbym jeszcze wspomnieć o tym że aluminium w niskich temperaturach staje się bardziej twarde ale i kruche a przykre efekty uboczne tego nie muszą wyjść jeszcze w zimę a np: w środku sezonu – możliwe pękanie elementów aluminiowych),
  • łatwo można się przeziębić przy zbyt małej ilości snu, spoceniu i wychłodzeniu, czy nawdychaniu zbyt zimnego powietrza.

Sezon zakończył się dla mnie już na początku października, lecz jeszcze na koniec grudnia siadłem na rower (jak są warunki to jednak ciągnie 🙂 ). Jedyny miesiąc w roku bez jazdy to listopad. Pogoda nie sprzyjała wtedy chociaż wiele osób (które podziwiam) zmaga się z każdymi warunkami pogodowymi.

Czekając na wiosnę wspominam trasy i miejsca, które odwiedziłem w zeszłym roku. Więcej szczegółów wkrótce. Z tego co planowałem nie odwiedziłem tylko jednej miejscowości, zaś inne takie jak Szczytno, Ostróda, Morąg, Malbork, Gdańsk, Gdynia, Sopot odwiedzone (oczywiście i jeszcze wiele innych ale nie byłbym w stanie chyba wszystkich wymienić), no i wielokrotnie Biskupiec czy Dobre Miasto 🙂

Kilka zdjęć pod spodem z wypadu do Trójmiasta i Malborka.

Bardzo krótkie podsumowanie 2016 roku

Małe podsumowanie 2015 roku

Początek w marcu z kopyta 5 dni pod rząd i przerwa na chorowanie o ile dobrze pamiętam. Później znów z zapałem i głodem jazdy kwiecień. Po obiecującym kwietniu (ponad 1000 km na liczniku a na GPSie ok 950 km) ciekawiło mnie jak dalej to wszystko się rozwinie, bo wciąż pod większe górki brakowało formy. Czułem jak wzrasta, ale też chwilami, że to jeszcze nie to. W czerwcu miałem fajne uczucie, że mimo 3000 km za pasem wciąż mogę poprawić formę. Rosła ale były i pierwsze przeciążenia ścięgien. Więc trzeba było odpocząć i trochę delikatniej pojeździć. W lipcu przyszła kulminacja i faktycznie wtedy czułem się świetnie 🙂 Poleciało ok. 1400 km na GPSie a na liczniku dokładnie nie wiem bo nie zapisałem danych z maja ani z czerwca. Coś koło 1500 chyba. W sierpniu poleciało kilka „setek” (nie tych do picia 😀 ) ale mimo wszystko był to miesiąc słabszy dystansem minimalnie od kwietnia (też ok 950 km ale poniżej). Sierpień przeminął pod znakiem chorowania w środku lata. Wrzesień był już zdecydowanie bardziej udany bo zanotowałem drugi wynik w roku (ok 1200 km – dane GPS bo licznikowe nie znam). Październik to już raptem połowa września ale i tak to było więcej kilometrów o ile dobrze pamiętam niż w najlepszym miesiącu w roku 2014. Listopad to już w sumie poza sezonem ale jeszcze kilka razy podobnie jak w grudniu pojeździłem kończąc oba miesiące w okolicach 200 km w każdym. Całość złożyła się na to, że pobiłem swój 15-letni rekord dystansu w ciągu roku, który wynosił 5005,9 km. GPS na koniec roku wskazał 7917 km a licznik 8329 km. Zdecydowanie lepiej pilnowałem by włączać GPS i już raczej nie było dni, że nie włączałem GPSu bo „krótko pojeżdżę” jak to miało czasem miejsce w 2014 roku, a później jednak wychodziło nie tak mało tych kilometrów 🙂 Choć nie brakowało też sytuacji, że telefon się rozładował czy nawaliła apka od nagrywania trasy. Bywa i tak, mówi się trudno, i nie będzie tego na mapce a jedzie się dalej mając w głowie to, że chociaż licznik zliczy wszystko 😉 W tym roku nie planuję bicia rekordu ogólnego ale może bardziej w ciągu jednego dnia. Zobaczymy jak to wyjdzie bo zostało jeszcze kilka zamków gotyckich do odwiedzenia w okolicach.

PS: Długo nie zaglądałem tutaj ale czasu mniej. Jakoś dziwnie mi przyspieszył, albo ja zwolniłem 🙂 Uciekło mi trochę zdjęć i niestety nie mogę nic ciekawego jeszcze dodać ale pewnie pojawią się nowe. Tylko szkoda tych co przepadły. No ale to kolejna motywacja by znów odwiedzać te wszystkie miejsca gdzie byłem poprzednio 😀 Już nie mogę się doczekać cieplejszych dni. Pojawią się liście i będzie pięknie a stopy nie będą zamarzać podczas jazdy 🙂 3majcie się ciepło 😉

 

Małe podsumowanie 2015 roku

Wycieczka do Nidzicy i dwa nowe albumy tematyczne

2015-07-12-Wycieczka do Nidzicy Wycieczka do Nidzicy odbyła się 12 lipca 2015 roku i zakończyła się  po 116 km. Było kilka ciemniejszych chmur i nawet popadało z nich w drodze powrotnej kilka razy. Chyba 5 o lie dobrze pamiętam. Na szczęście obyło się bez ulewy 🙂 Wycieczka do Nidzicy _ kd Źródła Łyny, o które zahaczyliśmy wracając. Zaskoczyły mnie sporymi pagórkami i ilością schodów 😉 Tak pędziliśmy do źródeł Łyny, że w pewnym momencie zorientowałem się, że już koło jednego jedziemy od 100 metrów 🙂 Park źródeł znajdował się trochę dalej 😉 Źródła Łyny _ kd

Wycieczka do Nidzicy i dwa nowe albumy tematyczne

Wieczorny strach i wiara że się uda.

Tym razem bez zdjęć. Wczoraj wieczorem wyjeżdżając na trasę rowerem nie planowałem dalszej jazdy jak kilka kilometrów od miasta (granic miasta). W praniu wyszło trochę dalej. Myślałem, że Szczęsne, Stary Olsztyn ewentualnie jeszcze Bartążek i Bartąg. Jednak zmieniłem zdanie i dla odmiany Marcinkowo, Purda, Patryki, Silice, Klebark Wielki, Klebark Mały, Ostrzeszewo i w końcu Olsztyn 🙂

Niby nic (44 km) w porównaniu do moich ostatnich tras po 60-80-100 km ale jednak.

W pewnym momencie trochę pokropiło a w połączeniu z godziną o której to miało miejsce (20:52) i ciemnymi masywnymi chmurami gdzieniegdzie na niebie postraszyło ładnie. Kilometrów było jeszcze ponad 20 a czasu nie było na szukanie schronienia przed deszczem. Deszczyk popadał mocząc lekko asfalt przyciemniając jego kolor. Śmigamy dalej mijając Purdę. Na szczęście przestało padać. Na horyzoncie za to rysuje się ciemna smuga od masywnej chmury na prawo od naszej trasy. Czasami naprzeciw bo droga wije się jeszcze momentami. Kolejne krople czuję na twarzy ale sił dodaje sylwetka kolarza wyłaniająca się zza wzniesienia jadącego z nad przeciwka. Deszczyk po kilku minutach ustaje, zaś nasza prędkość nie maleje. Jadąc jeszcze spojrzenie za siebie i myśli „ciekawe czy mu się uda dotrzeć przed deszczem i czy czasem nie w jechał w tą chmurę za nami?”. Nie wiem, mkniemy dalej bo „terminy gonią” a raczej czas i deszcz. Strach się pojawił, że złapie nas nawałnica daleko od domu ale ciągle wierzyłem, że przemkniemy pomiędzy chmurami i dotrzemy, bo rozmyślając o naszej sytuacji i pamiętając prognozę pogody na noc (deszcz i burze) wolałem uniknąć postojów, bo przy deszczu temperatura potrafi gwałtownie spaść. Tak na chwilę się zagadałem, czy zamyśliłem, że przeoczyłem Klebark Wielki a raczej znak na jego początku. No nic ale jechałem dalej bo trasa mi bardzo dobrze znana. No i zaczęło wiać. Domyśliłem się że to od tej wielkiej chmury z której też pada gdzieś kilka może kilkanaście kilometrów od nas. Wiatr starał się spowolnić powrót i chwilami nawet mu to wychodziło. No ale gdy spostrzegłem już światła miasta na jeszcze nie czarnym ale już granatowym niebie ulżyło mi, chociaż wciąż jeszcze sporo drogi było przed nami. Już w głowie odliczałem miejscowości, że to już niedaleko i że przejdzie to obok. Klebark Mały uff. Teraz jeszcze kawałek i Ostrzeszewo to prawie już Olsztyn. Wiatr jakby zelżał. Podmuchy nie były tak silne ale jeszcze całkiem dobrze odczuwalne i od boku mogły trochę przechylać. Nie jedna żaglówka pędziłaby na takim wietrze. Najważniejsze było to że już dom, w końcu Olsztyn. Zadowolenie i jeszcze odrobina adrenaliny krążąca w żyłach. Udało się przemknąć pomiędzy ulewami z silnym wiatrem. Po drodze brat zauważył, złamane drzewo i że altanki już nie ma pod którą w tym roku chroniliśmy się raz od burzy. Czy ja zwiało? Nie wiem. Możliwe.

Wieczorny strach i wiara że się uda.

Dwa nowe albumy

Jeden album prezentuje kilka zdjęć zrobionych między 21 a 25 czerwca.

Wieczorne czerwcowe

2015-06-29 02_05_59-wieczorne czerwcowe (21-25) _ kd

Drugi prezentuje zdjęcia z trasy sobotniej.

Trasa przez 22 miejscowości

2015-06-29 02_05_01-Trasa przez 22 miejscowości _ kd

Olsztyn, Nikielkowo, Łęgajny, Barczewo, Kromerowo, Klimkowo, Bartołty Wielkie, Leszno, Rumy, Sąpłaty, Julianowo, Mycelin, Rusek Mały, Rusek Wielki, Gąsiorowo, Giławy, Podlaza, Prejłowo, Patryki, Silice, Klebark Wielki, Klebark Mały, Ostrzeszewo, Olsztyn

Trasa przejechana 103 km
Trasa przejechana 103 km

Od razu dodam, że nie zrobiłem zdjęć wszystkich tych 22 miejscowości tylko przez tyle przebiegała trasa, która wynieść miała ok 76,7 km ale po powrocie do Olsztyna mając już za sobą 77 km uznałem, że czas spróbować dobić to do drugiej setki w tym roku. Udało się mimo późnej pory i bolącej od czasu do czasu głowy (dla odmiany 😀 ) tego dnia.

Poleciały 103 km na GPSie i 105 na liczniku a dziś (niedziela 29 czerwca) miał być odpoczynek przymusowy ze względu na pogodę. Ku mojemu zdziwieniu nie padało zbyt wiele dziś przynajmniej do pewnej godziny. Burzy też nie było. Jeszcze musiałem gdzieś skoczyć na chwilę więc jednak wsiadłem na rower. Oczywiście na kilku kilometrach się nie skończyło. Poleciało około 50. Czasem lekko pokropiło, postraszyły chmury ale nie padało. No ale ile można jeździć mając jeszcze te 100 km z poprzedniego dnia w nogach. Mimo, że widziałem dosyć ciemne chmury nad Olsztynem trzeba było wracać. No i na ostatnim skrzyżowaniu na światłach deszcz w końcu dopadł 😉 Nie zmoczył za mocno  ale mógł zaczekać tą minutę 😀

Dwa nowe albumy

Zdjęcia z trasy „przez Dobre Miasto”

W środę były idealne warunki do jazdy więc można było w końcu zawitać po latach do Dobrego Miasta. Trasa objazdowa ale za to po świetnej jakości drogach. Przynajmniej na zachodniej części trasy i do pewnego momentu na wschód od Dobrego Miasta.

Zapraszam do oglądania zdjęć z trasy przez Dobre Miasto.

Planowana trasa
Planowana trasa
Rzeczywiasta przejechana trasa
Rzeczywista przejechana trasa

Jakość dróg była tak dobra, że aż chciało się jechać dalej za Świątki. Tylko pytanie czy tam dalej też jest taka ładna droga? Jeszcze nie sprawdziłem. Następnym razem. Nawet jazda pod kilkukilometrową górkę, która zaczęła się przed Kwiecewem a skończyła w okolicach Głotowa, była przyjemnością i jechało się całkiem lekko. GPS zanotował 77km z kawałkiem a licznik 80 z małym hakiem. Ja zanotowałem w głowie świetną drogę i piękne pagórkowate krajobrazy.

Ania druga mapa to „UMP pcPL” oczywiście klikasz w prawym górnym rogu na navime aby wybrać tą mapę. Bo gdzieś odpisałem błędnie, że to „Open Street Maps” 🙂 Zapewne bazuje na OSM ale wygląda lepiej 😉 Przynajmniej czasami 😉

Zdjęcia z trasy „przez Dobre Miasto”